Januszu…

2 września 2025 roku odszedł Janusz. Nasz człowiek, nasz wolontariusz. Człowiek, który uwielbiał Gaj, a Gaj uwielbiał Janusza. Nie mówimy żegnaj, mówimy do zobaczenia, bo wierzymy, że na skrzydłach dobrych aniołów będziesz w Gaju tak często jak to będzie możliwe…
Będziemy o Tobie pamiętać gajowy Przyjacielu. Dobrych, wyjątkowych ludzi się nie zapomina. Zrobiłeś mnóstwo dla Gaju, dla zwierząt i dla nas również. Jesteśmy ogromnie wdzięczni losowi, że dane nam było Cię poznać, współpracować z Tobą i się przyjaźnić.

Cieszymy się, że zostawiłeś nam pełne worki wypełnione po brzegi wspaniałymi wspomnieniami. Świeć nad Gajem nasz Przyjacielu z uroczą fajką! 😊
Twoja Gajowa Rodzina

Jedna odpowiedź

  1. Dziękuję wszystkim przyjaciołom mojego męża za przybycie na jego pożegnanie na Junikowie. Kontakt ze zwierzętami w Gaju był lekiem na jego stres i złe nastroje oraz swego rodzaju odrabianiem zaległości z dzieciństwa. Ze względów lokalowych i ze względu na pracę jego rodziców warunki domowe uniemożliwiały mu posiadanie jakiekolwiek zwierzaka. Potrzeba jednak przez lata tkwiła głęboko w jego psychice. Najpierw odreagowywał te niedostatki kiedy nasze dzieci dorastały i kolejno pojawiały się: chomiki, króliki (w porywach było stadko 14 królików) i koty. Później do kotów na okres zimowy dołączył rodzinny pies Reksio. Piesek ten ma teraz 15 lat i chodzi w pieluszkach po domu oraz na spacerki po ogrodzie. Wcześniej żył na wsi z moimi rodzicami. Jest teraz ślepy, szczerbaty, ledwo słyszy ale nadal dziarsko macha łapą przy stole w czasie domowych posiłków tak, żeby mu coś z tego stołu spadło do pyska. Zwierzaki w Gaju a później kolejno adoptowane psy : Kenzo, Atos (to imię nadaliśmy Staszkowi podczas rodzinnego głosowania) i Barbar stały się nie tylko jego pasją ale i kumplami dla rodzinnego Reksa.
    Jest teraz smutno mi i Reksowi.
    Dla Janusza największą radością były zawsze te momenty gdy adoptowane psy same od siebie pokazywały, że czegoś chcą od nas ….. od tego momentu Janusz wiedział że kocha go cały ożywiony świat – to było sensem adopcji….porozumiewanie się z istotą która nie skrytykuje, no może czasem stanie i głupio spojrzy. Poczucie że na ziemi można posiadać nie tylko rodzinę ale i „własne stado” było dla Janusza sposobem na pełniejsze przeżywanie życia. Takich uczuć życzę wszystkim, którzy tak jak Janusz mają świadomość ulotności naszego przebywania na ziemi i mają chęć poznawać, zmieniać na lepsze … pokochać istoty które mogą się wpleść w nasz ludzki los.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *