Historia jakich wiele, apel wciąż ten sam, czyli o kastracji kotów wolno żyjących!

Były sobie kotki dwa – a zrobiło się z nich piętnaście! Klasyk.
Pewnego marcowego ranka Pan X jadący swoją bryką, przystanął koło figurki i krzyża w pospolitej wsi, otworzył okno i wyrzucił siatkę zagadkę i odjechał. Ujrzawszy to starszy Pan z wnuczką z ciekawością pobieżeli i w siatce dwa kocięta ujrzeli. Ogródek przy bloku post PGR-owskim mieli to tam je zabrali, jeść i mleka dali (choć krowiego absolutnie nie wolno). Jakieś cudem kocięta się uchowały. A potem weszły w okres dojrzałości płciowej i się zaczęło.

Po roku, ten sam ogródek, zamieszkuje już cały koci ród i co chwilę jakiś poród. Pan jeść daje, wodę też, a one się mnożą jak kulki w bubble tea.
Wczoraj zabieg sterylizacji przeszły 4 kotki i zabieg kastracji 1 kocur z owego małego zakątka świata. Wróciły w miejsce bytowania. Pan się cieszył. Jedno, najmniejsze kocie (kotka Pippi, 4 msc) trafiło do domu tymczasowego, w którym przechodzi socjalizację i zdobywa pakiet weterynaryjny. Drugi (szylkretka Berlinka odbywa zaawansowane leczenie oka i przebywa w Gaju).

Morał : STERYLIZACJA/ KASTRACJA.
Widujesz koty wolno żyjące? Może u sąsiada co chwila jakaś kotka ma małe? Koniecznie zadzwoń do nas. Pomożemy!
Kontakt: Schronisko tel. 661 222 200

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *